Twoje pocałunki stają się coraz bardziej żarłoczne. Ssiesz i gryziesz mój język, wargi, wewnętrzne strony policzków. Potem klękam przed Tobą i biorę Twoją męskość w zakrwawione usta, pieszczę Cię spuchniętym językiem. Zapach naszych ciał miesza się z zapachem krwi i świeżego potu. Bierzesz mnie za ramiona i zdecydowanym ruchem odwracasz, zmuszając mnie, żebym stanęła na czworakach. Wypinam pośladki, twarz przyciskam do podłogi. Smarujesz moje ciaśniejsze kobiece wejście lubrykatem, w garści masz klucze do wszystkich drzwi, wystarczy dobrze naoliwić zawiasy, by nie skrzypiały, dawno nikt tu nie zaglądał, ale dziś przyszedłeś i czuj się jak u siebie, rozgość się, dziękuję kochanie!, wchodzisz szybko, bez ostrzeżenia, krzyczę z bólu, dziękuję kochanie!, poruszasz się we mnie, Twój oddech staje się płytki i urwany, czuję Twoje podniecenie i rozpiera mnie radość, zalewa mnie fala gorąca, płonie twarz i usta, ból eksploduje między pośladkami, chcę, żebyś już przestał i chcę, żebyś został we mnie na zawsze, zaciskasz dłonie na moich biodrach i przyciągasz do siebie coraz szybciej, a kiedy jest po wszystkim, robisz coś, czego nigdy wcześniej nie robiłeś: przytulasz twarz do moich pleców, obejmując mnie ramionami, a ja płaczę z ulgi i wdzięczności.
Nigdy jeszcze nie rósł taki krzyk
Przez sufity w głuche okna nieba
Teraz słyszą wszyscy Jestem dziś
Z twojej łaski prawdziwa kobieta
Powalona już zawsze na wznak
Chcę pozostać
Kość bólu już w gardle
Niechaj nigdy nie skończy się gwałt
[R. Wojaczek "Gwałt"]
Gdybym miała godność, nie poszłabym do Ciebie. Gdybym miała ambicję, naplułabym Ci w twarz. Gdybym miała honor i zasady, zabiłabym Cię. I sama zgłosiłabym się na policję.
Ale jestem tylko kobietą.
Ulepioną z brudu i resztek gliny, która została po stworzeniu Adama.
Jestem tylko towarzyszką mężczyzny. Zabawką w jego rękach, po którą sięga po ciężkim dniu.
Jestem Twoim odbiciem w krzywym lustrze. Zbiorem Twoich wad i wstydów, które nie muszą być skrywane tylko w zaciszu sypialni. Ani w zimnej łazience (prawdziwy mężczyzna nie może być piecuchem!), ani, czasami, w Twoim gabinecie.
Chciałbyś, żebym była nikim, kolejnym śmieciem na Twojej drodze zawodowej i uczuciowej.
Możesz mnie upokarzać, kpić ze mnie i opluwać, a ja będę patrzyć Ci w twarz i śmiać się. Nie poniża mnie odgrywana przeze mnie rola. Jest częścią mnie, nie poza mną. Jestem dumna z tego, kim jestem.
Jestem tylko kobietą.
Beze mnie nie byłoby Ciebie. Twoich obsesji, gniewu i agresji.
Jestem Twoim niespełnionym marzeniem.
Jestem krzykiem w ciemności, Twoim skrywanym lękiem i złym snem.
Bóg istnieje, niezależnie czy w niego wierzymy, kochanie.