Creative Commons License
Szefie, kocham Pana...



Poszłam popływać, tak to się zaczęło; wieczór był bardzo ciepły, mój pan został przy barze, a kiedy wróciłam, kupował właśnie colę dwu rozbawionym sexteens, które kokietowały go jak rasowe galerianki, choć mieścina mała, nieświatowa.  Stare wilki nie muszą wychodzić na żer. Kurwa, pomyślałam, mogłabym być ich matką! Może sobie pani wyobrazić, co czułam. Nie, nie jesteśmy małżeństwem. A co pani pomyślała, widząc nas razem? Co za dziwna para: on -  za stary na męża, za młody na ojca, ona - zbyt "normalna" na prostytutkę, klaczka-sraczka, za mało przebojowa jak na kochankę takiego faceta, z klasą od Armaniego i Gucciego. I jeszcze to, jak ją traktował, a ona na to pozwalała. Feministka za dwa trzysta. Bla, bla, bla.

Pokłóciliśmy się strasznie, co mogło wyglądać jak atak zazdrości, popchnął mnie - niby niechcący - na stolik, coś tam się potłukło, nie tylko moje stare kości, a potem z zatroskanym wyrazem twarzy zapytał, czy nic mi się nie stało, "kochanie",  lole się śmiały; tego było już dla mnie za wiele - może sobie pani wyobrazić - posłałam mu parę ciepłych, zbyt soczystych jak na damę, za mało dosadnych jak na kurwę (zależy, kto słucha i jakie ma standardy w tym względzie), resztę już pani zna.

Ktoś wezwał security service; jakiś uprzejmy pan z dłońmi jak bochny chleba grzecznie poprosił o opuszczenie lokalu, mój pan sięgnął do kieszeni swojej super-trouper-wypasionej marynarki, reszty nie zarejestrowałam, bo wyszłam na zewnątrz, słyszałam jeszcze jak sexteens się śmiały. On był już porządnie wstawiony, ale oczywiście wsiadł za kółko; schowałam dumę w majtki i poprosiłam go, żeby zostawił auto na parkingu, w końcu do naszego pensjonatu mieliśmy ledwie dwa kilometry. Nie chodziło już nawet o fakt, że stracił prawo jazdy i ma to gdzieś, ale o zasady: zapowiedziałam, że nie wsiądę z nim do samochodu, jeśli będzie pijany.  Powiedział, że mogę wracać pieszo, ale będę tego żałowała. Tak, proszę pani, to tylko dwa kilometry, tyle że przez las,  a ja panicznie boję się lasu, ciemności, szeptów i szelestów w mroku, dzikich zwierząt i w ogóle, i on to wie. Zagrał ostro, ale ja też lubię hazard. Osiągnęłam ten poziom wściekłości, że było mi wsio rawno. A on po prostu siedział w tym swoim samochodzie za pół miliona i patrzył jakby na coś czekał. Nie uszłam daleko; byłam zupełnie trzeźwa, chodnik był równy, a ja runęłam jak długa i skręciłam nogę. Dopiero wtedy odpalił silnik, no przejedź mnie, skurwielu, darłam się jak pomylona, a kostka bolała jak diabli. Popatrzył jeszcze chwilę i po prostu odjechał.

Kobiety sobie pomagają, prawda? Chacha… Sraty-taty. Była pani po prostu ciekawa. Tak po babsku, wścibsku-cipsku. Ojojoj, co się stało, co się stało, ojojoj. Niech mnie pani nie rozśmiesza swoją niby-troską,  co pani może wiedzieć? Gdzie pani mąż, przydupas, może jakaś kochanka? Co robi kobieta w pani wieku o tej porze sama przy barze? Nie, nie, nie jest pani w moim guście.  Napij się, kobieto, i nie pierdol.

Mój facet? Ten wieloletni, prawie-mąż, niby-kochanek, Nienarzeczony, oznajmił w przeddzień najdłuższego łikendu nowożytniej-wyborowej Europy, że wybiera się z kolegami "na ryby", rozumie pani, taki męski wypad, zryw młodzieńczy, zjazd Piotrusiów Panów, o.  No i co? No i się porobiło. Jemu wolno, to mi tym bardziej. Więc skorzystałam z okazji, żeby spędzić trzy dni ze swoim pokręconym loversem, kochankiem z najgorszych koszmarów. Ano. Nie tylko młodzież musi się wyszumieć. Pani mąż nie ma wolnego? Wyjechał w delegację? Rozumiem...

Gotyk spod znaku Clannad, wódka, whisky, burbon on ice, zapasy na wyrze, hardcorowe porno i kolorowe piguły, pan wpycha we mnie palce, nadgarstek, całą pięść, rzadko swoje przyrodzenie; bardziej kręci go odgrywanie fetyszysty-esesmana rodem z "Nocnego portiera" (ja jestem Max, a ty - moja pani Atherton), takie nasze prywatne nazisploitation i nikomu nic do tego. Zresztą jesteśmy dorosłymi ludźmi i światowcami z Euro-rusko-landu, popijamy kawior wódą (pani tak pięknie je), a podtapianie i pozbawianie snu to nie tortury,  uszkodzenia ciała tudzież rytuały krwi to tylko zabawa. Faszyzm i komunizm, jusa i zusa. Nad ranem dziewczynka idzie precz, pan musi wypocząć, a potem załatwić parę niezwykle ważnych zawodowych spraw za pomocą smartfona i laptopa z dostępem do wi-fi. On woli klimatyzowany pokój niż plażę, ma coś w rodzaju fotofobii. Nie interesuj się, to nie są sprawy dla kobiet. 




(6)

skomentuj






W każdą taką zimną, wilgotną noc wszystko zaczyna się od nowa. Jedyną ochroną przed nadmiarem zapachów, kolorów i smaków jest zamknięcie oczu. Close your eyes and dream my dreams, my dear.
Wilgotne powietrze szumi jak znaleziona kiedyś nad Wisłą muszla. Dzikie koty rozpierzchły się po kątach. Las jest dziś dużo bliżej okien niż zazwyczaj.

Tamtego wieczora nie było jeszcze kotów, lasu ani czerwonych gwiazd. Jedynie spróchniała wierzba z ogromną dziuplą straszyła, świecąc o zmierzchu. Kiedy byłam dzieckiem, takie dziuple zamieszkiwały Baby Jagi, a zbocza okalające rzekę porastały jeszcze gęste zarośla. Potem nie było już nic, co mogłoby przypominać tamten magiczny czas. Bajka zamieniła się w okrutną baśń bez morału. Tajemne konszachty z wróżką-czarownicą, mającą w oparach duszących ziół czynić jakieś czarodziejskie sztuczki z Twoim zdjęciem, zdają się dziś jakąś niemożliwą do spełnienia fantazją, echem wielkich, zawiedzionych nadziei. Ale Baby Jagi istniały przecież naprawdę. A tamta wiedźma naprawdę przewidziała, jak to się wszystko może skończyć. Może nawet wiedziała, kim jesteś naprawdę.

Wtedy jeszcze nie znałam się na  Twoich uśmiechach; moje doświadczenia w dziedzinie mowy ciała nie miały tu żadnego zastosowania. Wtedy jeszcze myślałam, że Twoje oczy odbijają blask dalekich gwiazd. Wtedy Twoje dłonie potrafiły otwierać mnie, nie powodując skrzypienia. Wtedy Twój głos działał kojąco, francuskie "r" dźwięczało jak obietnica, a śmiech wcale nie brzmiał ironicznie. Czy tak było naprawdę?  Przecież zawsze tak dobrze umiałeś kłamać.

Pamiętasz tamten wieczór na plaży? Szatan szedł za nami krok w krok, szeptał, podgadywał i śmiał się szyderczo.
Don't be affraid. Lord is your shepherd.

Zostawi cię ten twój chłopak. Myślisz, że spodoba mu się, że się puszczasz?  Myślisz, że będzie trzymał w domu kurwę? Wywali cię na zbity pysk. Nie ma litości dla szmat takich jak ty. Nawet żaden bóg ci tego nie wybaczy. Nie dostąpisz zbawienia. Wszystko stracisz. Spójrz na siebie, jesteś zabawką, szmacianą lalką. Darmową dziwką.
Chłonęłam ten jad w małych, łatwo przyswajalnych dawkach, jak szczepionkę. Serum zła. Panaceum na wszelkie dobro tego świata.
Myślałam, że już wtedy mnie wtedy zabijesz, ale to był dopiero początek.  Here we go.
Pamiętam smak mokrego, brudnego piachu i zgniły zapach rzeki.
Myślałam, że kiedy mnie zabijesz, to będzie koniec.

A może to się wcale nie zdarzyło? Może nigdy się nie spotkaliśmy? Skąd wiadomo, że to wszystko nam się nie śni? Sen mara - bóg wiara.  Close your eyes, my dear. Pod powiekami rozbłyskuje tysiąc barw. W ustach mam smak krwi. Pozwól mi tu zostać.




(4)

skomentuj












Wpisz się lub czytaj wpisy




Ćśśś...




Napisz do mnie











2012
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
październik
wrzesień
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
czerwiec
maj





niedziela
Katalog Dobrych Stron DI
blog.pl
Ocena Mo
Ocena Bestii
Ocena Wanton
Surowe oceny
Blogowa krytyka
Zabierz mnie tam...
Agnes
Cukierkowa
Nic do stracenia oprócz siebie
Bliźniacza dusza
Ruffi
linkimo
Gudrun



Genial Genital
Historia oka
Madame Edwarda
Godmisz i dużo więcej
Sto dwadzieścia dni Sodomy




statystyka